
Po naszej kuli ziemskiej chodzą Święte Krowy, saluki czy afgany również czczone były nad wyraz. Czym zasłużyły sobie zwierzęta, że zajmują tak poczesne miejsca w naszych kulturach, domach czy sercach? Czy pies może być antidotum na wszelakiego rodzaju bóle, czy może przyczynić się do uleczenia ciała i duszy? Ich pozycja w dawnych czasach sugerować by mogła, że były stworzeniami nadprzyrodzonymi. Z pewnością więc darzyły człowieka, czy dawały coś specjalnego, o czym my w ferworze życia dawno zapomnieliśmy.
To że fauna i flora od zarania dziejów rządzą się swoimi prawami doskonale wiemy. Wiemy również, że człowiecze wtrącanie się w siły natury nie najlepiej nam wychodzi. Od początku człowiek uzależniony był od otaczającego go świata. Obserwował przyrodę i żył jej rytmem. Teraz to człowiek nadaje rytm życiu starając się zmodyfikować ten piękny i naturalny świat na swoją modłę.
Zanim jednak homo sapiens stanął na dwóch nogach, jego życie było ukierunkowane na obserwację innych gatunków i życie z nimi w symbiozie. Obserwacja rytuałów, przejmowanie zachowań prowadziło do wytworzenia związków psychicznych i emocjonalnych. Później dawało wiedzę. Na przykład ptaki przynosiły zimę lub zwiastowały nadejście lata, obserwacja zwierząt ukierunkowywała człowieka na wybieranie leczniczych lub omijanie toksycznych czy trujących roślin, a gwieździste niebo zwiastowało piękny dzień.
Minęły tysiąclecia odkąd przeszliśmy od wyodrębnienia gatunku canis familiaris, przez udomowienie psa do stworzenia ponad 300 ras psów.
Tak duża ilość ras w obrębie jednego gatunku chyba nie ma miejsca w żadnym innym. Pies z pewnością zajmuje ważne miejsce w naszych domach i rodzinach.
Gdzie zatem szukać magii?

Paweł nie chce już psa w domu. Wraz z żoną bardzo przeżyli odejście ukochanego boksera. Pielęgnują w sobie ten smutek i ból odejścia. Nie chcą już więcej psa. Za każdym razem, kiedy rozmawiam z nimi słyszę ten smutek, który wcale nie maleje z czasem. Słyszę również piękne opowieści o niezapomnianych chwilach, wtedy oboje promienieją i stają się bardziej radośni.
Czy to nie jest klucz do zamkniętych drzwi?
Smutek związany z odejściem wiernego przyjaciela zawsze będzie, ale czy nie powinniśmy zachwycać się tymi pięknymi chwilami, które dał nam nasz przyjaciel? Czy nie łatwiej nam by się żyło, kiedy znów przy boku mógłby iść noga w nogę z nami pies? Jak niesamowite energie krążą wokół psa i jego właściciela. I jak wspaniale uruchamiają nas do życia. Mały kudłaty przyjaciel, co mówić nie potrafi. Pies najzwyczajniej.
Dzisiejszy dzień to gonitwa za życiem, za sukcesem, za pieniądzem, aby żyć, kupować dobra, zwiedzać świat, a potem aby się leczyć. Bo zdrowie dużo kosztuje. Ale czy musi? Czy czasami nie wystarczy wziąć smycz w rękę i iść na spacer z naszym przyjacielem, który zaprowadzi nas w ciemny las, gdzie nisko latające jaskółki zwiastować będą deszcze, a pojawiające się gwiazdy zamrugają do nas niosąc wiadomość, że jutro nad jezioro wybrać się możemy, bo pogoda nas rozpieści?
Ot, cały pies !
Jolka leżała na schodach dobre pół godziny. Zasłabła. Była sama. Na odsiecz nie przyszedł nikt. Nie zdążyła zadzwonić. Do Jolki podeszła jadowita borzojka Mańka i zaczęła ją lizać dość intensywnie po szyji. Lizała w kierunku głowy tak długo, aż krew zaczęła sprawniej krążyć, dotarła do mózgu i Jolka wróciła do przytomności. Kocha tą Mańkę Jolka mimo, że dawno jej nie widziała. I mówi, że Mańka uratowała jej życie. Może tak i było.
Kizi zwykła spać w pokoju trzech sióstr. Kiedy dziewczynki chodziły spać, mama miała czas na nadrabianie codziennych obowiązków. Warkot silnika maszyny do szycia zagłuszał odgłosy domu. I nie wiadomo co by się stało gdyby nie Kizi, która podniosła lament, kiedy włączył się alarm pompy insulinowej jednej z sióstr. Poziom cukru spadł poniżej 40 mg/dl. Mała Rózia spała na pompie więc dźwięk nie dochodził do pracującej w drugim pokoju mamy.
Ewa dzieli swoje życie z psami i kotami. Te pierwsze często wyciąga ze schroniska. Zawsze zabiera te najbardziej schorowane i najstarsze, które wymagają leczenia i dużej opieki medycznej. Praktycznie całą swoją rentę przeznacza na pomoc zwierzętom często zaniedbując siebie. Nie potrafi bez nich żyć, a one z pewnością dają jej wiele. Dla nich żyje, choć sama pomocy potrzebuje.
Kiedy siedzę w domu doskonale wiem, kiedy wraca Darek. Na 5 minut przed pojawieniem się samochodu pod bramą psy wyją jak szalone. Dziwne, że wtedy wyją husky, bo husky to Jego psy.
Telepatia?
Co szczególnego mają w sobie psy? Co powoduje, że psy reagują tak, a nie inaczej? Jaki mechanizm działa, że zwykle wiedzą co zrobić?

Kudłate piękności na czterech łapach, które dzielą z nami życie wtapiają się w nasze emocje. Zestrajają się z nami żyjąc naszym rytmem. Bez słów, na migi. Często przypominamy sobie o psie, kiedy właśnie stanie się coś, co totalnie nas zaskakuje. Wtedy ranga psa w rodzinie rośnie, a my zaczynamy uwrażliwiać się na jego energię i przekaz.
A może to jest tak, że pierwotne instynkty u naszego najwierniejszego przyjaciela przetrwały, mimo że my bardzo staramy się w nich zniszczyć psa. Często przerabiamy psy na naszą ich wizję. Hamujemy zachowania, które w/g nas nie są pożądane i kształtujemy powoli w sposób, w jaki ukształtowaliśmy siebie lub nasze dzieci.
– Nie rób tak. Nie wolno. Nie wypada. Nie płacz, bo dzieci będą przezywać cię Beksa. Nie pochwalę Cię i nie przytulę, bo nie jesteś już dziecko – w głowie mam te wszystkie uwagi wypowiadane przez mamę do swojego dziecka.
Wstyd, hańba i potępienie. Słyszymy tylko nie, nie i nie.
Wychowujemy się więc w świecie, gdzie hamowane są nasze emocje i postrzeganie świata. Żyjemy w ułudzie i wyobrażeniach zatracając czucie, instynkt i intuicję. A potem mamy problem z odczytywaniem emocji i intencji drugiego człowieka.
A pies zawsze jest szczery, lojalny i uczciwy. I kochający do granic możliwości.
O ilu przypadkach słyszeliśmy, że gdy odchodzi właściciel, to również jest to końcem życia psa.
Wielu ludzi uzależnia psa od siebie, nie rozumiejąc, że tym robi im największą krzywdę. Bo z jednej strony chwali się i łechce swoje ego pokazując jak bardzo pies jest w niego zapatrzony, a z drugiej strony zupełnie nie myśli o tym, że robi największą krzywdę psu i postępuje bardzo egoistycznie uzależniając go od siebie. Bo to przecież nie my będziemy mieć problem, kiedy nam się coś stanie lub nie będziemy mogli z różnych przyczyn zatrzymać psa ze sobą.
Dlaczego tak wielu z nas przytula do serca psa i daje mu całego siebie? Może dlatego właśnie, że mamy potrzebę dzielenia się emocjami od lat tłumionymi. Im bardziej tłumionymi, tym z większą mocą eksplodującymi.
Może dlatego tęsknimy do cech, które określają to krótkie słowo PIES – wierny, przyjaciel.
Jeśli poobserwujemy psa bawiącego się zobaczymy, jak wiele zachowań reprezentuje i jak wiele emocji wyzwala podczas zabawy. Kiedy tarza się do nieprzytomności, kiedy warczy na żabę w trawie, kiedy goni swój ogon, albo szarpie zabawkę, którą zabieramy na spacer, kiedy węszy i podsikuje wszystkie drzewka, na których wcześniej inny pies zostawił swoje znaki uwalnia wtedy emocje, jakie my nauczyliśmy się blokować.

foto Floyd
Pies jest szczery w swoich intencjach, dlatego tak bardzo niezrozumiałe jest dla niego zachowanie osób, które na przykład boją się go. Bojąc się psa jesteśmy rozedrgani, ale najczęściej wtedy prężymy się dzielnie wypinając pierś i pokazując, że jesteśmy więksi. Nic bardziej mylnego Kochani ! Dla psa prezentujemy wtedy dwie sprzeczne emocje, które dla niego są sygnałem do zwiększenia uważności, a może i agresji, tylko i wyłącznie w swojej obronie. Pies nigdy nie zrozumie masek nakładanych przez człowieka. A człowiek nigdy nie będzie mógł się cieszyć dobrodziejstwami płynącymi od psa, jeśli nie porzuci oczekiwań związanych z totalnym posłuszeństwem, wygranymi na wystawach, kolejnymi championatami i ideałem eksterieru. To wszystko mówi nam, jak bardzo jesteśmy daleko od naszego psa i jak bardzo skierowani na nasze potrzeby i zaspokajanie własnego ego.
Badania nad emocjami u zwierząt są dalej kontrowersyjne dla naukowców, choć coraz więcej wiemy.
Ja wiem, że pies jest w stanie wyczuć każdą naszą zmianę nastroju, i że jest w stanie wyciągnąć mnie z największej depresji świata ( choć nie pamiętam, czy kiedykolwiek miałam depresję, bo ilość psów z jakimi żyję absolutnie na to nie pozwoli ).
Idę spać. Uwielbiam moment kiedy swoje gnaty kładę w wygodnym łóżku. Za chwilę przychodzi saluczka Zosia i zwija się w kłębuszek wlepiając się w łuk, jaki uformowało moje ciało. Zaraz po Zosi przybiega mała borzojka Żmijka, która jeszcze do łóżka podskoczyć nie może. Pomagam podnieść jej zadek. Ta z kolei układa się po stronie moich pleców rozciągając się okrutnie. Zmieści się jeszcze Sisi, która przejęła ognisty charakter swojej matki Didi. Rozczula mnie bardzo, bo kładzie się zwykle na poduszce dotykając delikatnie długim nosem moją głowę.
Tak oto zasypiam, codziennie w różnych konfiguracjach, z innymi psami, które właśnie wtedy potrzebują być blisko. Potem idą sobie na swoje leżanki, bo im za gorąco.
Nigdy nie zasypiam sama.
Wstał nowy dzień. Słońce świeci. Otwieramy oczy i widzimy wielki nochal naszego psa, a za nim machający ogon, oznajmiający nam, że pora na spacer.
– Jak ten piorun dba o naszą kondycję ! Aż dziw bierze 🙂
Jeśli taka sytuacja będzie wyzwalać uśmiech na naszych twarzach, to z pewnością pies ma działanie terapeutyczne.
Więc na spacer z najwierniejszym przyjacielem człowieka, Marsz !

