
Sezon wystawowy dopiero się zaczyna. Nie jestem tak częstym uczestnikiem wystaw psów, jak byłam jeszcze kilka lat temu. Z różnych przyczyn.
Nie znaczy to jednak, że nie pracuję nad poprawą dobrostanu psów, jakie posiadam. Mogłabym nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest to praca, jakiej chciałabym się poświęcić. Przez kilkanaście lat charciego życia doświadczyłam narodzin 7 miotów, co dało 58 szczeniąt. Z jednej strony niewiele, z drugiej dużo. Z pewnością ta liczba dała mi podstawy do wyciągnięcia wniosków i nakreślenia dalszej pracy, a w zasadzie ugruntowania jej.
Socjalizacja szczenięcia, jest o tyle ważnym aspektem hodowli, że efekt naszej pracy będą odczuwać przyszli właściciele przez kilkanaście lat. Moim celem jest doprowadzenie szczenięcia do takiego etapu, aby wychodząc z hodowli mógł stawić czoło nowym warunkom w jakich się znajdzie, aby zaufał człowiekowi w takim stopniu, że nie straszne mu będą autobusy i tramwaje. Oczywiście tutaj potrzebne jest również wprowadzenie nowego właściciela w zasady, jakimi kierowałam się do momentu opuszczenia przez szczenię stada. Przeszłam ewolucję od pierwszego miotu, który wychowywał się w wyizolowanym pomieszczeniu na sianku, przez wczesną stymulację neurologiczną, aż po szczenięta rodzące się w mojej sypialni i nie opuszczające domu, do momentu przeprowadzki do nowego miejsca. Opisane tutaj spostrzeżenia dotyczą również psów, które do hodowli dołączyły, jako szczenięta powiększając ułożone już stado.

dwumiesieczna suczka saluki Rahma spiąca na borzoju
Z pewnością wyizolowane pomieszczenie i czas jaki mają szczenięta pracuje na ich korzyść, jednak praca jaką musimy potem wykonać, aby przysposobić je do nowych warunków i nauczyć je radzić sobie w sposób, jaki chcielibyśmy jest niewspółmierna do czasu jaki mogliśmy im ofiarować i przygotować na spotkanie z wielkim światem. Wczesna stymulacja neurologiczna może i daje efekty w chowie klatkowym, ale tego nie wiem. Wiem jednak, że jest to element wiele nie znaczący w hodowli domowej. Wręcz niewprawna ręka może zrobić więcej szkody niż pożytku. Z tymi ćwiczeniami jest dokładnie tak, jak z tabelą ilości spożywanej karmy na opakowaniu – może być tylko ogólnym wyznacznikiem, ale nie receptą. Codzienna pielęgnacja szczeniąt, dbanie o nie i sukę powoduje, że od pierwszych chwil szczenięta są z nami związane. I tu zaczyna się dla nas najważniejsza praca. Praca polegająca na wzmacnianiu ich psychiki, na utwierdzaniu w wyborach oraz na wypracowaniu czegoś, co nazwę ZAUFANIEM. Jest to szalenie trudne, bo życie nas goni, często biegniemy przez nie, mało co widząc. Jednak czas jaki poświęcimy szczeniętom zaowocuje dla nas hodowców – ujawniając zakochanych w naszych szczeniętach właścicieli, a co jeszcze bardziej cenne rozkochując ich w rasie. Każda z ras ma swoje plusy i minusy. Wybierając szczenię, musimy wziąć pod uwagę styl naszego życia i czas jaki jesteśmy w stanie mu poświecić. Nie denerwujmy się na hodowców, którzy na zapytanie o zakup szczenięcia najzwyczajniej odmówią. Oni wiedzą najlepiej czego potrzeba ich psom i rasie, której hodowli się oddali. Czasami to nie, jest uniknięciem rozczarowania w przyszłości. A przecież chodzi nam o szczęście psa, którego powołaliśmy do życia i radość właściciela z jego posiadania.
Dlatego ja decydując się na miot wypisuję się z życia publiczno- zewnętrznego. Z pewnością jestem szczęściarą, bo pasję moją podziela moja córka, która od początku nasiąkała chartem. Mam więc godnego zastępcę i mam nadzieję następcę, który widzi i czuje potrzeby borzojów.
Co w takim razie robię, że te boskie stworzenia radzą sobie doskonale w dorosłym życiu?
Staram się stworzyć im warunki, w jakich czują się komfortowo. Pomijam zasady i warunki wychowu szczeniąt, które powinny być przestrzegane, jak chociażby stała temperatura w pomieszczeniu w początkowym okresie życia maluchów. Dbam o spokój, ale nie przesadnie. W domu kręcą się różne psy, jednak kiedy są szczenięta dobieram psy tak, aby pomagały maluchom uczyć się psiego języka. Aby nie były psychicznie za mocne i swoim byciem nie tłamsiły psychiki maluchów, a skutecznie uczyły. Pies taki w przyszłości lepiej czyta inne psy i lepiej się dogaduje. A mając problem, z którym sobie nie radzi szuka pomocy u nas. To wymaga od nas cierpliwości i zrozumienia mechanizmów działania psa. Nie karam szczenięcia, które nasika na dywan, bo najzwyczajniej nie wie, że to jest zachowanie niepożądane. Psy są czyste i bardzo szybko dojrzewają do tego zachowania, o ile się im na to pozwoli. Nie przywołuję psa, który penetruje nowe rewiry działki, bo wiem jak ważna jest ta lekcja dla niego. Cieszę się za to, jak przyjdzie. Cieszę się kiedy chce się pobawić ze mną, odkładam wtedy wszystko i bawię się, tak długo jak to jest potrzebne. Zazwyczaj szczenięta bardzo szybko się nudzą i odchodzą zajmując się czymś innym. Na to również pozwalam, bo to istota wyboru. One wtedy nabierają siły, czasami wracają targając w zębach zabawkę, czasami nie. Nie przymuszam do niczego, czasami do zabawy zaprzęgnę kliker, ale również jest to zabawa ( a może już praca) zupełnie na luzie, gdzie szczenię wybiera moment zakończenia zabawy. A potem przychodzi taki moment, że wiekowy borzoj kłapnie na młodego, zdegustowany brakiem szacunku i skakaniem po głowie. Wtedy szczenię z wielkim piskiem szuka mnie wzrokiem lub przybiega i prosi o wsparcie. A ja jestem wtedy zadowolona, bo wiem, że to co wypracować chciałam osiągnęłam. Takie szczenię jest warte dla mnie najlepszych rąk. Dobrych i rozumnych.
Smucę się niebywale czytając na portalach społecznościowych relacje poirytowanych właścicieli chartów, jakie krnąbrne i niewdzięczne psy posiadają. Jak karzą je za brak posłuszeństwa, często obrzucając niecenzuralnymi epitetami. Daje to świadectwo zupełnego braku wiedzy w temacie współżycia i wychowania psów. Przykre to niebywale, bo dla mnie jest to znęcanie się nad psem, a nie wypracowanie porozumienia i zaufania. Pewni ludzie się nie zmienią, i ich władcze podejście do zwierząt również. Dlatego czasami lepiej jest znaleźć psu nowy dom i dać mu szansę na lepsze życie. Czasami trzeba przyznać się do tego, że nie jesteśmy idealni. Dla dobra psa, którego niby kochamy. Czasami jest też tak, że to pies potrzebuje innych warunków, niż jesteśmy w stanie mu zaoferować.

podążanie, nauka może być zabawą
Zaczęłam jednak od wystaw i chciałabym do nich wrócić, bo ostatni wyjazd natchnął mnie do napisania tego artykułu. Drzonków był pierwszą naszą wystawą w tym roku. Z racji zmiany regulaminu wyścigowego zgłosiliśmy na wystawę psy, które biegają w coursingach, aby mogły ubiegać się o CACIL ( do tego właśnie jest potrzebna ocena z wystawy międzynarodowej). I o ile Nacia – MY LITTLE DARLING z Jurajskich Biskupic brała udział w zawodach i już wyjeżdżała w świat, to dla OBIEGO – VERESKOVYJ MED Rusich była to pierwsza podróż od momentu przyjazdu do naszej hodowli z dalekiej Moskwy.
Ciasne ringi na pełnej hali są nie lada wyzwaniem dla wielu psów, nawet takich, które z wystawami są za pan brat. Psom pachnie tam przede wszystkim niezłym stresem, który sami często im fundujemy.
I tu muszę się przyznać, widząc tłok na hali spanikowałam. Byłam pewna, że moje psy do tej hali nie wejdą. Spanikował Obi siadając przed halą, a ja czułam, że w tym dniu najem się wstydu, bo nie przygotowałam psów. Obi jednak dostał czas potrzebny na zaznajomienie się z halą i wsparcie. Wszedł. Ja wypuściłam tony powietrza z płuc i wyluzowałam. Wszystkie cztery psy wystawiły się idealnie, jeśli chodzi o zachowanie. Myślę, że niewtajemniczona osoba zupełnie nie pomyślałaby, że są to psy, które po raz pierwszy wyruszyły w świat i są po raz pierwszy na wystawie, po raz pierwszy wśród setek psów. Wszystkie zaprezentowały się cudnie. Z ufnością dały się macać sędziemu, z ufnością biegły przy mnie w kolejnych porównaniach na ringówce. Zupełnie bezstresowo pobiegła Mimi – YOURS FAITHFULLY Stepowy Goniec w świetle reflektorów na ringu głównym. To była jej trzecia wystawa, która zwieńczyła jej zmagania o tytuł Championa Polski. Stanęła pierwsza na grupie. I panikara Kreska nie dała po sobie poznać, że takowa właśnie jest.
I to jest to, co jest moim celem w socjalizacji i wychowaniu. Wydając szczenię chcę, aby miało zaufanie do człowieka. Co z tym zrobi nowy właściciel, to jest zupełnie inna bajka. Oni zapisują kartę historii swojego psa. Mam jednak nadzieję, że w większości przypadków historia pisana jest moim alfabetem, słowami zrozumienia i zaufania do rasy jaką posiedli. Bo kiedy jest zaufanie, znikają problemy. O czym przekonałam się na własnej skórze wychowując szczenięta, które ze mną mieszkają. Mimo, że poddałam to na wspomnianej wystawie w wątpliwość. Chyba trochę powinno być mi wstyd przed moimi psami.
Ktoś mógłby powiedzieć, że psy rodzą się w budach i też żyją. I na łańcuchach też sobie radzą. Moim jednak celem jest wychowanie szczenięcia, który da radość przyszłemu właścicielowi, a w momentach kiedy będzie tego potrzebował dostanie wsparcie. Ku ich obopólnej radości w przygodzie, którą przeżyją idąc razem przez świat.

