
Słońce bezczelnie przedziera się przez grube firany. Udaję, że nie widzę promieni, które łaskoczą rzęsy zza grubych zasłon. Kolejny dzień mojego intensywnie kolorowego życia właśnie się rozpoczyna.
Wróć… Kolejny dzień życia moich psów właśnie się rozpoczyna.
Borzojka Chwila jest wspaniałą aktorką. Ostatnio dostała Oscara za rolę worka z kartoflami w filmie Charty- sceny łożkowe. Moje nogi, aby po nocy wróciły do życia potrzebują kilkunastu minut intensywnej terapii. Babcia Irenka kiedyś pomyliła intensywną terapię z intymną terapią. Marzę o takiej pomyłce, ale sypialnia moja oddalona jest o kilka metrów od sypialni mojego męża. Poza tym przygniatają nas kilogramy leniwych psich futer.
Saluczka Rahma dziś w nocy sprzedała mi kleszcza. Zupełnie za darmo, co mnie zdziwiło, bo interesowna jest zwykle. Kleszcz wpatrywał się we mnie za długo zanim przeszedł do gęboczynów. Zdążyłam spuścić go w toalecie. Wiem, że uznają mnie za kobietę fatalną, doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Ów kleszcz zdążył zalogować się do sieci i opisał na fb zaistnaiłą sytuację zanim popłynął z falami błękitnej wody w toalecie. Lubię błękitną wodę w toalecie, tak samo lubię moją lampę alladyna, która snuje po domu zapach, jaki jej zapodam. Olejki eteryczne uwielbiam, dają mi ułudę czystości domu, w którym mieszka dwadzieścia wielkich potworów charcich. Uwielbiam je nad życie, dlatego wybaczam im ten codzienny bałagan w moim domu. Dobrze mieć na kogo zwalić niedostatki porządkowe. Koncerny kosmetyczne mogą im być wdzięczne, bo przez te chude pasożyty używam dwa razy więcej perfum. Może mam obsesję, bo przecież charty nie śmierdzą. Może to zmysł słuchu, który u mnie ginie uwypukla inny – węchu. A może najzwyczajniej zaczynam obrastać futrem i wklejać się w charakter psa, obawiam się tylko tego, że wtedy zapachów również potrzebować nie będę. Pogryzienie przeze mnie na razie nikomu nie grozi. No chyba że totolotek zasponsoruje mi wizytę u dobrego stomatologa. Wtedy nie zawaham się użyć moich zębów, które wiele już przeszły. Jest kilku dwunożnych, których paluszka spróbowałabym.
Otwieram oczy w łazience. Gilgam zęby szczoteczką z masłem kokosowym i myślę:
– Co też Agatko się dziś Ci przytrafi? Nulla dies sine linea! – witam mojego sobowtóra w lustrze. Łacińskie sentencje, które przez cztery lata wstrzykiwała mi dożylnie prof. Kusz zostaną ze mną in perpetuum.
Jestem w wieku powiedzmy średnim i ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że korygować urodę powinnam codziennie rano. Wcale nie dziwię się elegantkom, które mają miejsce na toaletkę w sypialni. Poranne przejście do łazienki to nie lada wyczyn w pewnym wieku, a nie chciałabym dożyć czasów, w których mąż powiedziałby mi rano: – Przepraszam, a pani do kogo? – rozumiem, że mamy dom dość otwarty, jednak to uznałabym za niezłe przegięcie.
Jako jedyna kobieta na świecie posiadam w swojej toaletce pięknie ażurowe etui do mojej ulubionej pomadki YSL. Za każdym razem, kiedy po nią sięgam jestem wdzięczna moim chartom za tak wielkie wyróżnienie. Jako jedyna na świecie zrywam w ogródku ulubioną czerwień Chanel lakieru do paznokci. Bez wątpienia jestem jedyna w swoim rodzaju. Wyróżniona przez życie. Wyróżniona przez charty, które kreują moje życie robiąc je coraz bardziej ciekawym.
I jak tu nie czuć się księżniczką? Wszystko o czym zamarzysz znajdujesz u swoich stóp. Ból towarzyszący tej ekstazie jest ciut za duży, kiedy pod stopami znajdujesz najnowszy model telefonu ze wspomnianym już ażurowym wzorem, kiedy karta kredytowa przypomina sitko. Ale czyż cierpienie nie uszlachetnia?
Kiedy więc w przypływie zbytku i szaleństwa zakupię butelkę szampana, a w drodze od furtki do domu, /przypominającej przedzieranie się przez dzikie zakątki puszczy amazońskiej i wspinanie się na Mont Everest/ nie zgubię jej, a raczej nie zostanie ona brutalnie wyrwana przez któregoś z czworonożnych i dzikich napastników, i kiedy dotrę szczęśliwie do celu wcisnę ją brutalnie i siłą do lodówki – odetchnę. Potem szybko wydam około dwudziestu mięsnych posiłków chartom, które chcą powiedzieć, że właśnie umierają, bo dziś kolacja spóźniona. Ściągnę uciskający każdą komórkę uniform, który pozwala mi czuć się jeszcze atrakcyjną kobietą, założę najwygodniejszy na świecie dres i…. wtedy wrócę do kuchni i cichaczem zabiorę moją własność wraz z kryształowym kieliszkiem. Zapadnę się w poduchę na paletowej kanapie pod leszczyną, otworzę szampana i odpłynę. Kiedy tak odpływam obserwuję jak tańczą charty. Tańczą liście na drzewach, ptaki wtórują śpiewem, borzoje też chyba delektują się otaczającą nas przyrodą, pięknem i harmonią.
To właśnie moja kokaina. Lekarstwo na całe zło tego świata i na najzwyczajniejszy ból głowy.
Butelka się przewraca na nierównej jurajskiej ziemi. Charty mówią, że niechcący. Bąbelki wsiąkają w glebę, a trawa zaczyna tańczyć. Niech tańczy do rana. Zabieram kieliszek, bo przecież chciałabym go jeszcze raz użyć więc zostawić do jutra w ogrodzie nie mogę. Niesiona na chmurce borzojowego puchu wracam do domu. Włażę do łóżka, a wraz ze mną całkiem spora część tej chmury, która staje się coraz cięższa. Jedna chmura gapi się na mnie swoimi czarnymi gałami, druga wciska głowę pod rękę, bo tak zwykła zasypiać. Trzecia, a raczej trzeci próbuje wsunąć się miedzy mnie, a tą co już na poduszce czarnymi oczami kontroluje czy śpię. Jego trzeba złapać za łapkę, aby zamknął oczy. W nocy następują dość ostre przetasowania, ale wtedy mnie już nie ma.
– Borzojka Chwila jest wspaniałą aktorką. Ostatnio dostała Oscara za rolę worka z kartoflami w filmie Charty- sceny łożkowe – to chyba już było, przypominam sobie nad ranem. Otwieram oczy i od rana jestem naćpana widokiem piękna chartów, ich majestatu, godności i dumy.
– Wciągnij, zobaczysz jak fajnie będzie!
– Nie, dziękuję – odpowiadam. Jak przez mgłę przypominam sobie sytuację, która miała kiedyś miejsce.
Dzięki temu doświadczeniu uzmysłowiłam sobie to, że jednak jestem uzależniona. Jestem charciomanką. Taką, która ze swojego nałogu wyleczyć się nie chce. Taką, która chce zarażać innych, bo radość z przebywania w warunkach, które kochamy i które sprawiają nam przyjemność to największa ekstaza.
Życzę Wam wszystkim odnalezienia swojego małego szczęścia, które będzie najlepszym lekarstwem na tęsknoty, zmęczenie i bóle głowy. Które będzie dawało na tyle dużo radości, abyśmy odnaleźli nasze człowieczeństwo, nasze uczucia i nasze świadome życie.
– Przyjedź i siądź ze mną pod leszczyną, zobaczysz jak fajnie będzie!
