• O nas
  • O chartach
    • O rasach
    • O komunikacji
    • O hodowli
    • O bieganiu
    • O żywieniu
    • O zdrowiu
    • O historii i pochodzeniu
  • Nasze charty
    • Borzoj
    • Greyhound
    • Saluki
    • Mioty
    • Osiągnięcia
  • Varia
    • Poczytajki
    • Psiewodnik
    • Spotkania
    • Podróże
    • Przyjaciele
    • Książki
    • Polecam
    • konkurs literacki
  • english reads
  • Kontakt

z Jurajskich Biskupic

dreams come true if you really believe

O komunikacji

Przemoc w białych rękawiczkach

6 stycznia 2020 · By Agnieszka Penkala

Wychowałam się w epoce jawnej i akceptowanej agresji. To były czasy, gdy bicie dzieci było najnormalniejszą praktyką wychowawczą, a zwierzęta były nic nie czującym przedmiotem lub przedmiotem, który ma pokazywać określony zestaw emocji: poddańczość, uległość i ustępstwo.
Pamiętam takie grube, sztywne krótkie smycze ze skóry, które służyły nie tylko jako smycz, ale były narzędziem do bicia. Zestawem żelaznym dla każdego psa była kolczatka, a pies spędzający całe życie na łańcuchu przy budzie był tak normalnym zjawiskiem, jak istnienie dni i nocy. Wymierzanie kar cielesnych było wpisane w klimat relacji zwierzęco-ludzkich i grafik wychowawczy. Na moich oczach właściciel stajni, w której jeździłam, jako młode dziewczę tak stłukł klacz batem, że ta biedaczka ze strachu wpakowała się w krzaki i wybiła oko. W/g właściciela klacz była krnąbrna i odmawiała współpracy pod siodłem. Doskonale pamiętam ten świst bata i to wymowne milczenie koni. Teraz, gdy postanowiłam w końcu to opowiedzieć, wciąż czuję ucisk w piersiach. To,
co opisuję istnieje do dziś, ale nie ma już tak powszechnej akceptacji społecznej. Media społecznościowe uwielbiają wszelkie historie. W dzisiejszych realiach niemalże w czasie rzeczywistym, dowiadujemy się o panoszącym się złu. Ma to dobre strony, bo czasem można temu zapobiec lub skutecznie interweniować. Zmieniły się także przepisy prawne (co jest ogromnym sukcesem), ale do zera patologi nie udało się wyplenić.
Jednak dla mnie niepokojącym i przybierającym na sile zjawiskiem jest bardzo trujący grzyb, który wyrósł na podwalinie metod pozytywnego wzmocnienia oraz powszechności i łatwości w zdobywaniu zawodu behawiorysty i zoopsychologa.
To niepokojące zjawisko ma dwa istotne i dość niebezpieczne aspekty. Pierwsze to światopogląd, który jest podstawą opinii, czy interpretacji zachowań, oparty wyłącznie na wewnętrznym przekonaniu szkoleniowca o słuszności danego zjawiska i nie poparty jakąkolwiek wiedzą czy doświadczeniem. Zwykle są to osoby, które zrobiły jakieś kursy, były na kilku konferencjach, czy seminariach. Absolutnie nie odmawiam im zaangażowania w wydarzenia kynologiczne. Natomiast co z tego wyniosły i jakie wnioski wyciągnęły, obserwując ich działania w pracy z psami (również swoimi), jest dla mnie zaskoczeniem.
Drugim aspektem, jest tytułowa przemoc. Przemoc? P
rzecież mamy epokę słodkiego pierdzenia nad psimi emocjami, nad ich ciężkim losem, niesprawiedliwością świata, angażujemy się w miliony akcji ratowania wszystkich psów (nie potępiam absolutnie bo sama biorę udział w wielu, staram się pomagać, chodzi mi tylko o stworzenie tła do kosmicznej polaryzacji zjawisk). Psy mają różowe obróżki, złote miski, jedwabne kocyki, jedzą karmy z półki premium, wożone są na skórzanych fotelach luksusowych aut, ale te same psy doznają przemocy. Nazywam to przemocą w białych rękawiczkach. Czy jest ona wynikiem wyrachowania tych ludzi, czy jest nieuświadomiona? Nie wiem. Jednak znajomość kwadratu wzmocnień zachowań, czy pojęcie tworzenia się stresu to podstawa każdego szkoleniowca. A jednak …
Czy zostawiłabym psa w klatce na długie godziny?
Nie na chwilę, nie w ramach pracy nad emocjami, ale jako sposób na uniknięcie zniszczeń podczas np. dziesięciogodzinnej nieobecności. I pal licho, jeśli zdarzy się to raz na jakiś czas. Mówię o codzienności.
Czy pozostawiłabym psa w samochodzie na długie godziny?
Dzieje się to zazwyczaj podczas seminariów kynologicznych (sic!) lub wtedy, gdy uważamy, że pies bez nas żyć nie może i musi nam towarzyszyć. Również wtedy, gdy pies staje się balastem podczas codziennych zadań, a my nie mamy na niego pomysłu.
Czy dołączyłabym do grupy spacerowej pod opieką behawiorysty, który tłumaczy mi, że tworzymy watahę, a psy z naszej grupy zawiązują pakt myśliwski i polują na spotkane zwierzęta np. świnki, czy dziki?
Oczywiście psy te nie są odwoływane, a interpretacja opiekuna grupy brzmi: -Psy mają różne formy zabawy.
Czy dołączyłabym do grupy spacerowej, gdzie kilka psów w wyraźny sposób dokucza innemu?
– Pies musi sobie sam poradzić – to interpretacja behawiorysty.
Czy pakowałabym psa w tzw. socjalizację na psim wybiegu (zazwyczaj małej, bardzo ograniczonej przestrzeni), bo przecież trendy mówią o tym, że ciągle tej socjalizacji brakuje i trzeba jej dużo?
Czy zamknęłabym mojego psa w obcym miejscu np. w hotelu bez spędzenia z nim tam przynajmniej kilku godzin, nie zostawiając mu jego posłania, czy nie ucząc go polecenia zostań?
Czy żyłabym w przedziwnym przekonaniu, że psy poradzą sobie w każdej konfrontacji z każdym napotkanym psem, a jeśli sobie nie radzą to należy go bezwzględnie dopasować?
Czy uważałabym, że na pojęcie szczęścia psa składa się totalny brak zasad i nadmiar przywilejów?
Czy poświęcałabym mojemu psu milion procent atencji nie chcąc zauważyć, że robi on wszystko, by sprostać moim oczekiwaniom, a jest to ponad jego możliwości?
Czy zabrałabym psa na masową imprezę, gdzie robią cudne fotki, zbierają na bezdomniaki i można spotkać dawnych kumpli ze schroniska?
Czy zabrałabym psa na targi zoologiczne tylko po to, żeby zrobić fotkę na fejsbuka i kupić milion pierwszą dizajnerską obróżkę? Czy odwaliłabym 50 wystaw w roku tylko dlatego, że uważam mojego psa  za najpiękniejszego na świecie?
Czy to jest przemoc?
Ilość frustracji w psie, jaką generujemy poprzez nasze decyzje wskazuje jednoznacznie. Może nie bijemy, nie szarpiemy, nie zadajemy bólu fizycznego, nie używamy kolczatek, ale jakie życie im fundujemy?
 
Print Friendly, PDF & Email

Podziel się

FB
Tweet
Email
Pin
Poprzedni
Następny

O mnie

Z Jurajskich Biskupic

Charty - nie bez kozery nazywane są psią arystokracją. Od wieków towarzyszą carom, królom, szejkom. Są inspiracją dla wielu artystów. Harmonia ruchu i budowy z pewnością dołożyła się do tego, że wrażliwi na piękno otaczali się nimi. Dla jednych charty są podbudowaniem ego, bo kojarzone są zwykle ze sferami wyższymi. Ale są też i tacy, dla których ich widok i możliwość obcowania na co dzień jest estetycznym doznaniem, które z pewnością może zmienić życie. Niech charty są z nami. I barwią dni kolorami historii, otaczają pięknem i malują różową aurę. Niech zmieniają szarą rzeczywistość w kolorowa bajkę. Agata - borzojem została zainfekowana w wieku lat 6-ciu. W 2002 roku spełnia marzenia kupując pierwszego borzoja z podmoskiewskiej hodowli Belyh Nochey. Uzależnia się od nich w bardzo szybkim tempie. Działa, hoduje i popada w coraz to głębsze uzależnienie, które teraz nazywa się CHARTY. Szczęśliwa właścicielka stada przecudownej psiej arystokracji, która zmieniła jej życie w pasjonującą przygodę. Dzięki przyjaciołom - pasjonatom, którzy pozwalają publikować swoje poczytajki o innych rasach chartów pokazuje ich piękno i wyjątkowość.

At the dog show ❤️ pho by Magdalena Rudnicka At the dog show ❤️
pho by Magdalena Rudnicka
Instagram post 18211128946242223 Instagram post 18211128946242223
Lazy morning ❤️😍 Lazy morning ❤️😍
Elena ❤️🙈❤️ Elena ❤️🙈❤️
Instagram post 17989985521878151 Instagram post 17989985521878151
This error message is only visible to WordPress admins

O nas

Nasze zwierzęta od dawna mają duży wpływ na nasze życie, z dnia na dzień próbują uczyć nas odczuwać i odbierać otaczający świat na ich sposób. Dla nich to pracujemy na drugi etat - szkoląc się, trenując i starając się zrozumieć.
A z pewnością - poczuć.

Bądź z nami

  • Instagram
  • Pinterest

Ostatnie teksty

  • ODPIERD*L SIĘ OD PSA eBook & warsztaty
  • when garden lovers meet – for Borzoi-Ringens
  • Miałeś zostać dłużej …
  • CZY CHARTY POWINNY BYĆ CHUDE
  • PSIA NUMEROLOGIA

Copyright 2026 z Jurajskich Biskupic ©
created & powered by Chartbeat